mike002 blog

Twój nowy blog

Wpisy z okresu: 4.2004

zaległy jpg

1 komentarz


..:: ma dzieciak szczęście, ma imprezę..., a u mnie tylko picie wódki (nie ściemiam;/) ::..

Ostatnio…

11 komentarzy

…myślałem nad tym, że właściwie idziemy i wkraczamy w życie z tym w co zaopatrzyli nas rodzice. To ich dużą zasługą jest to jak nas postrzegają, jak sobie radzimy. Jeśli możemy na nich liczyć to świat stoi otworem, a każdy problem rozwiązaniem. Sami byli młodzi i wiedzą jakie oczekiwania ma się w tych latach, według mnie powinni być: drogowskazem, przyjacielem. A jeśli są wrogiem? To tak naprawdę wszystkie niepowodzenia i porażki można zawdzięczać im. Kiedy mam już trochę lat i dostrzegam w których sytuacjach normalny ojciec byłby nieoceniony, jaki bagaż doświadczeń musiałem sam zdobyć, ile rzeczy należało wyłącznie do mnie. Kiedy myślę nad przeszłymi czasami to chciałbym dysponować wiedzą, którą teraz posiadam, ja ją zdobywałem. Sytuacje, które dziś wydają się być proste, jeszcze parę lat temu nie miały rozwiązania, wówczas odbijały na mnie ogromne piętno. O wszystko obwiniam jego, nasuwają mi się czasem tezy, że bez niego moje życie byłoby prostsze, bo wiedziałbym, że wszystko jest wyłącznie w moich rękach i nikt by mi nie przeszkadzał, nie niszczyłby mojego życia. Nie zależy mi na żadnych dobrach, chcę jedynie w przyszłości kochać swoją kobietę i swoje dzieci, i widzieć w ich oczach to samo, i jeszcze posiadać wystarczająco, żeby zaspokajać ich potrzeby, widzieć to, w czym chciałbym teraz uczestniczyć.

Time…

4 komentarzy

Jest to ostatnia notka nadawana z tego komputera. Przyszedł rachunek MEGA. Oczywiście pokrywam go ze swojej kieszeni… i odcinamy stacjonarny.

Dlaczego taka suma? Zostało mi założone ISDN i o kosztach połączenia nie zostałem JA rzeczowo poinformowany, a jedynie, że będzie szybciej i nic się nie zmieni. Oczywiście jest to sukces oszusta z TP, który na mnie zarobił i wielki h* mu za to w d*. W domu kłótnia już wisiała na włosku, ale jak przedstawiłem swoje argumenty, to prócz $$$ byłoby OK. [miażdżącym byłoby to: skoro powiedziałaś, że się nie znasz, to czemu bez mojej opinii zdecydowałaś się na to? Ja bym sprawdził tą ofertę na piśmie i ze wszystkimi aspektami (ale trochę godności mam)]. Od tej pory będę korzystał z kawiarenek, wychodzi taniej ;] (uśmiech nie wynika z mojej głupoty, to tzw. sarkazm).

To był naprawdę udany dzień. Jutro piję obiecane browary, żeby tylko żaden burak się nie przypałętał, bo nie lubię kilku cieni. Na niedziele, jeśli Ampek spławi Wójcika (mega chama i On go chce spławić, bo mi to sam powiedział – na opis ww. kolesia szkoda tych kilku bajtów textu), to zapowiada się połówka i jeszcze oni coś postawią, bo to śmieszne chłopaki są, wiec totalna zabawa, a w ogóle to w poniedziałek mam na siódmą, wiec zapowiada się mój ukochany sajgon.

Zadowolony jestem też, bo miałem dzisiaj jadę i upłynęła mi naprawdę super, wreszcie byłem z siebie zadowolony. Mam jeszcze z osiem godzin, a już czuje się na siłach do zdawania ;]. Zadowolony jestem też z powodu tego internetu, tzn. jak zostanie odłączony to się skupie na przygotowaniach do matury (szkoda mi kasy, naprawdę mógłbym za nią mieć nagrywarkę i DUŻO płyt), ale jest to wynikiem oszustwa i tyle, więc nie mam do siebie pretensji. Jeśli natomiast zastanawia Cię $$$, to sprzedam na aukcjach internetowych zegarek znanej firmy, który wygrałem, powinien być wart z 500 zł, ale tyle pewnie nie wyciągnie koleś, który to wystawi. Dawno już nosiłem się z zamiarem pozbycia się go i WYCZUWAM odpowiedni moment na ten krok ;]. Pozdrawiam i odbiję się od dna [kiedyś;0].


..:: dzisiaj się wiele nauczyłem, jak postępować z kobietami i zamierzam nadal czerpać z tego źródła, bo to są naprawdę mądre rzeczy, a chłopaki to zupełnie inaczej podchodzą do tego ::..

Past…

14 komentarzy

Przypomniało mi się dzisiaj jak miałem nogę w gipsie. Była to zatrważająca sprawa nie tylko z powodu samego faktu, ale też dlatego, że miałem SWOJĄ studniówkę, za jakiś tydzień od katastrofalnego śliskiego styczniowego poniedziałku. Wszystko już było uzgodnione, zapłacone, ćwiczyłem poloneza, itd. No więc leże Coś mi strzeliło, wstałem. Rudy patryk :Możesz iść?. Ochocze Mogę[, a w myślach naprawdę mogę?]. Pierwsza, druga lekcja, a ja kolana nie mogę zginać!!! Ale nie to, że boli, ale ono i na siłę się nie zegnie. Czwarta lekcja mata: Kanaiak musisz mnie zawieźć do szpitala, za 10 minut już byłem na miejscu, jakiś inteligentny człowieczyna zamiast skierować mnie natychmiast do chirurga, powiedział, żebym zapisał się na najbliższy wolny termin, czyli… za TRZY DNI, no dobra jestem ugodowy. Jakoś wróciłem do domu. Pamiętam jeszcze jak się glebnąłem na mojej stacji w Mostówce, i wtedy miałem już łzy w oczach, pamiętam, że zacisnąłem zęby i doszedłem do domu. Wtedy postanowiłem, że pójdę jutro z samego rana do tej przychodni, to z przekroczeniem progu moja ugodowość się skończy.

Następny dzień: Jestem w przychodni, młoda blondi w recepcji – nic prostszego ;], jestem już w kolejce i moja słuszna prywatna diagnoza się potwierdziła stłuczenie z krwiakiem. Krwiaka odessali, a noga w gips, Mówię o studniówce. Lekarz na to: co wolisz kolano, czy…. No co by tu wybrać?? ;]

Jestem w szkole wszyscy mi się na gipsie podpisują, nauczyłem się wszystkich partii parlamentarnych [poprawiałem się, nie wiedziałem co to SLD, wtedy powiedziałem SocjaLDemokracja?, za gips dostałem drugą szanse. Bym dzięki Kaśce, która mnie wszystkich nauczyła wymienił, ale to była by shiza;)].

Ja w gipsie a tu czwartek – generalna próba walca, piątek – strojenie sali. W sobotę koło piętnastej zamknąłem się w pokoju i własnymi rękami, bez użycia, żadnych nażęci dosłownie rozniosłem tą protezę. No jest studniówka, a że Paulina [moja partnerka] nie miała odpowiedniej torebki na moją w* więc do ostatniej chwili miałem wszystko za paskiem… Walec;) spoko, potem dwie godziny nudów [przemówienia, kwiaty dla mnie, itd.;)]. Zaczynają się balety i wszyscy zaczynają klepać mnie po nodze, potem taniec zwany rock&rol’em, to wyglądało tak: ja całkowicie rozluźniony, bawię się na fazie w miarę spoko, a w koło zauważam, że niektórym zdarzyło się zastygnąć w bezruchu, ja wiedziałem o co chodzi i nie miałem zamiary tego tłumaczyć, zresztą nikt tego nie oczekiwał ;). Pamiętam tylko Dworasa: Ty tak tańczysz, przecież miałeś nogę w gipsie?. Nieważne, każdy ma tu jazdę ;].

Poniedziałek (rano w przychodni): Panie połamało się. Doktor, ze musi założyć podwójny gips [wytrzymał dwa tygodnie z miesiąca – pękł u Marty ;), ale nie w tańcu].

dwa tygodnie później: Byłeś już na zdjęciu gipsu?. Ja: tak rano..

Tak to wygląda teraz: czasem odczuwam bul w spodzie kolana, ale tylko wtedy, gdy maksymalnie je zegnę [chodzi o prawe], a tak to jest bezproblemowe. Zauważyłem, ze jest to bul zmniejszający i mogę coraz mocniej je zginać, bez informowania o sobie. Myślę, ze niedługo nie będzie nic wskazywało na dawną kontuzję. A będzie na pewno fajnym wspomnieniem…

..:: Nie mam zielonego, jak Ci się spodoba, ale jest to jeden z fajniejszych moich kotków ;)::..

…na pewno jest niezadowolona z okazji skończenia świąt i powrotu do szkoły, ale nie ja.

Naprawdę przyzwyczaiłem się do dnia spędzonego na przebimbaniu wszystkich lekcji, i na jak to dzisiaj Psychol określił końskich zalotach, potem czasu spędzanego do codziennie 1415, kiedy to odjeżdża bomba Dworasa, a mój pociąg pięć minut później, i nawet jeśli mam możliwość wcześniejszego powrotu, a i oni mają taką możliwość, to zawsze czekamy do drugiej, ile by nie było lekcji. Wcale mnie nawet nie bierze chęć powrotu tam. Dzisiaj też tak było. Nie spodziewałem się nawet, że moje przyjście do szkoły było przez kogokolwiek oczekiwane.

Święta te nie należały do udanych, tak jak każde, dosłownie każde święta w tym domu są nie udane i męczą się wszyscy swoją obecnością. Mimo iż staram się tak zachowywać jak by mnie nie było, to… zawsze zdarz się jakaś nie zręczna sytuacja. W te też miało to miejsce. Nie przyjemny jest dla mnie jakikolwiek kontakt z osobą, którą w dowodzie mam wpisaną jako ojciec. Czasem jednak nie kończy się wszystko na unikaniu spojrzenia, nie odzywaniu się, lakonicznych odpowiedziach [nie jest to sytuacja okresowa, jest to chroniczne], czasem wystarczy dosłownie odrobina alkoholu by odblokować rzekę nienawiści, złości, zadośćuczynienia za swoje porażki na mnie i na pozostałych członkach rodziny. Wtedy zaczyna się szukanie pretekstu do jakichkolwiek drobnych utarczek, chociażby z początku słownych, które w krótkim czasie przeradzają się w znęcanie psychiczne, a czasem fizyczne nad ofiarą. Dlatego właśnie unikam spędzania jakichkolwiek weekendów, czy świąt w domu, a przynajmniej jak najwięcej z tych dni, ale nie zawsze jest to możliwe [swój honor mam, nikomu się nie narzucam, a spacerować w kółko też nie jest fajnie, do tego dochodzą jeszcze obowiązki, np. na następny dzień]. Takie sytuacje są nieuniknione, bo tak naprawdę, to nie panuje strach przed takim zachowaniem, często jest to wszystko wynikiem braku szacunku do niego i właśnie tej pokory, której on oczekuje i wykonań poleceń bo ja potrzebuje. Ta pokora, szacunek na pewno by istniał, tak jak sądzę, że jest w każdej zdrowej rodzinie. Zachowanie takie ma swoje uzasadnienie, na pewno było by okazywane, gdyby można by się było spodziewać identycznej reakcji z drugiej strony, gdyby można by było liczyć na jakąś BEZINTERESOWNĄ pomoc, a to jest tak z jego punktu widzenia, że tam gdzie nie ma zysku, tam jest strata. Wiele razy słyszałem, że ktoś jest bezużyteczny, inne obelgi, itd. Zawsze mam wtedy ochotę odpowiedzieć: Tak użyteczny ojcze?, co do da, on żyje w świecie który sam zbudował, jakiej reakcji należałoby się wtedy spodziewać? Przepełnia mnie wtedy taka odraz do tego człowieka. W jego oczach zachodzi tożsamość:
jego użyteczność = moja bezużyteczność,
a w moich:
jego problemy = odbicie ich na nas
Czego on szuka te wszystkie lata? Czego on oczekuje? Czego może się spodziewać po tych wszystkich latach? Może nigdy bym tego nie wypowiedział, ale o istnieniu tej strony wie tylko tyle osób ile powinno.

Poza domem zaczyna się moje drugie, prawdziwe życie. Tam jestem traktowany tak jak powinienem. Jest masa sytuacji kiedy widzą jak ktoś może się oprzeć na ojcu, na jego pomocy, ja nie, zresztą jestem już tak przyzwyczajony, że potrafię się bez niego obejść, nie dlatego że jestem zaradny, po prostu muszę. Nawet jeśli małe wzniesienie zamienia się stromą górę, to nie przypominam sobie sytuacji kiedy w finalnym punkcie okazałem się Syzyfem.

Inna beczka
Dzisiaj była taka sytuacja:
Pisałem, że się zerwaliśmy w poprzednią środę, z angola zadał jakieś 2 kartki zdań, nie ma mowy, by zrobić. Trzeba od kserować, mi to nawet odpowiadało. Pójdziemy odbić, a po drodze kupię coś do jedzenia, bo jechałem na Pedrosie [kawa] i… koniec. Ale jakoś nikomu się nie chciało iść.Ale ja głodny jestem, a było już koło godziny 10 – więc próżnia emitowała sygnały [ale tylko takie wewnętrzne, nie myślcie, że burczenie ;)]. Więc rozwiązaliśmy to tak: ja skoczyłem odbić w szkolnym ksero [kseruje, wersji trzy, kseruje jedną stronę, sam – mam tam takie wpływy, jeśli nazwiesz to plecami, to może być ;p, kseruje dalej pierwszą, wchodzi Topik – nauczyciel angola, pokręcił się i do mnie Długo jeszcze, ja:Jeszcze druga strona, dyskretnie obracam, żeby nie zobaczył, wychodzi mi już przedostatnia strona i pojawia mi się napis Zabrakło papieru w podajniku, upsss, muszę jednak nawinąć, że nie opanowałem techniki drukowania na drugiej stronie… (jedna strona – jedna kartka) bo ja potrafię jedynie podnieść klapkę, położyć kartkę i nacisnąć duży okrągły zielony button, no więc jednej kartki mi zbrakło, musiałem skończyć i zanim nastąpił jakikolwiek ruch powietrza spowodowany czyjąś myślą lub ruchem, to mnie w sekretariacie już nie było…], a w nagrodę dostałem umówioną kanapkę Psychola [a trzeba Wam wiedzieć, że jego kanapki spełniają wszystkie wymogi UE, a przy tym o dziwo są smaczne ;)].

Po lekcjach końskie zaloty
Ale do niczego nie doszło… po prostu nabijałem się z Małej Czarnej [jak by był ktoś zainteresowany, to ja wymyślam te ksywy, jej jeszcze to wiewiórka, bo ma plecak, którego obwód jest ze 3x większy niż jej talia, a wiewióra to określenie kujonopodobnych, też wymyślone prze zemnie, powstało w kontekście fakultetów z fizyki, Nitecki: robimy doświadczenie, a sklasyfikowane przez nas jako wiewiórki chłopaki rzucają się o jak najbliższe obcowanie z badanymi obiektami, my się wtedy śmiejemy, Patrz jak wiewórki lecą do orzeszków].

..:: Urocze i tyle ::..

… moja siostra ze studiów z Lublina, nie dość, że muszę ukrywać prawie całą zawartość dysków, to jeszcze nie mogę jej przeglądać, to w zasadzie jest nie ważne, bo nie dla takich rzeczy skłonny bym był się poświęcić, ale czuję się w jej obecności jak zwierzę w klatce, zwierzętami są ludzie, klatką mój pokój.

Miałem dzisiaj jazdę, wykonałem każdy manewr po raz i bezbłędnie, ale zdarz mi się, że jeszcze mi gaśnie, dzisiaj miałem dziewiątą godzinę. Jutro, sobota, mam dwie godziny – dziesiątą i jedenastą. Muszę pilnować tego sprzęgła, bo to w nim kluczek tkwi. A i dzisiaj jeździłem Pandą – jest to samochód mniejszy i łatwiejszy w prowadzeniu. Trochę się nastawiłem na zdawanie Punciakiem i na ten poziom trudności i jak mi to pierwszy raz zaproponował, to byłem do tego w myślach negatywnie nastawiony, ale ma racje, najważniejsze jest zdanie egzaminu, ale tak naprawdę to i tak bym chciał się sprawdzić.

Nauczyłem się dzisiaj kilku sztuczek z kodem htm. Zaprojektowałem bloga dla znajomej bonum. Chyba jest w porządku, waży tylko 40Kb i daje mi satysfakcję, że zrobiłem go samemu.

Zacząłem czytać Dżumę. Męczy mnie, ma taki żenujący styl zabijający, a raczej wzmacniający maje założenia jak powinna ciekawa książka być napisana. Na razie to ja tam nie widzę fabuły. Może jak bym nie hodował szczurów, to może bym się bał, albo by wzbudzały u mnie inne emocje. Z tego co się zapoznałem jest to kolejna książka która znajdzie się na jednej z niższych pozycji w moim kanonie.

..:: najedz na bażanta ;] ::..

..:: obfitego koszyka, przyjemnych, spokojnych i radosnych świąt, aby od tej pory wszystko było lepsze ::..

Tak…

4 komentarzy

… jak pisałem, wszystko jest pętlą ;).

Takie dni jak dzisiaj lubię. Wstałem rano, zjadłem pierwsze od dawna śniadanie domowe – kanapki z miodem [w standardowy dzień jadam Snikers’y i za bardzo za nimi nie przepadam, ale są kalorycznym śniadaniem, i tyle]. Zdążyłem na pociąg mimo, że bardzo późno wyszedłem [żelowałem włosy ;)]. Kiedy zajechałem chłopaki czekali na mnie, żeby mi powiedzieć, że nie ma angola i poszliśmy do Psychola przyciąć w karty [oczywiście nie muszą mówić, że ani razu nie wygrałem, a wręcz zawsze przejebałem, ale nie dlatego że miałem złą taktykę, ale mnie zawsze kantowali ;)]. Potem wróciliśmy na religię. Siedziałem z Kaśką [w zasadzie to ona się dosiadła] i całą godzinę pisaliśmy wiadomości w moim zeszycie [od wszystkiego i do wszystkiego, są w nim nawet notatki o wyprzedzaniu z kursu jazdy], pisaliśmy o jednej z imprez [nie pisałem o niej, bo nie wypada wszystkiego].

Może jednak wspomnę jakieś akcje, np.:

-ja wpadłem tam ze Złotym kłosem – tania wódka, ale gładka, po godzinie ona poszła i dokupiła dwa razy zero pół Sterogardzkiej okropna, ble, godne wspomnienia jest to, że było nas cztery osoby, więc dalszego sajgonu można się spodziewać… ;).

- zgłodniałem, zresztą zawsze głodnieję – w chacie gdzie to było był jeden talerz, jeden widelec, itd. Były też dwie zupy chińskie ja jadłem swoją z salaterki [w zasadzie nie wiem jak to się nazywa, ale jak to zobaczyli to powiedziały, że to jest do sałatek i było faktycznie wielkości patelni i głębokie jak jakiś garnek].

- jeszcze byłem głodny, znaleźliśmy ananasy i paprykę marynowaną [tą ostatnią ja się zaopiekowałem ;)]

- w zasadzie tylko ten kwadrans po obaleniu wszystkiego jest cenzuralny… ;0

- dodam, że oczywiście to ja narzucałem tempo, ale to nie musi znaczyć, że jestem taki mocny, po prostu polewamy i tyle – dawaj tą Starogardzką i do dna.

- coś jeszcze? [co można tu napisać] to, np. że Kaśka połamała mojego fajka [palę okazjonalnie, wyłącznie na imprezach] i spaliła bez filtra [niby nie wyczyn, ale ona nie pali... kto zszedł świata wzdłuż i w szerz to wie czym taki mix się kończy... i faktycznie w tym przypadku miało to swoje konsekwencje]

- przyszło mi do głowy właśnie jak się odtruwałem na pielgrzymce 2003 [Warszawa - Częstochowa] ze wszystkiego: najtańsze wina, wszelkiej maści kartony, wszelkiej maści liście do palenia i to w takiej ilości przez dwa tygodnie, że nie trzeźwiałem, nawet kac mnie nie łapał, ciągle ujebany, czasem może wracał mi częściowy kontakt na dyskotekach koło piątej, ale też nie zawsze. No i na tej pielgrzymce to przez pierwszą połowę nieprzytomny chodziłem [a przecież jeszcze dochodził do tego wysiłek, marsz od 6 do 18, po ok. 30 km dziennie], w ogóle mało z tego nie pamiętam i nie kontaktowałem. Idziesz, idę. Wracając do teraźniejszości: od tamtych czasów już tak nie melanżuję, trochę sobie odpuszczam.

Po religii znowu było okienko i znowu poszliśmy na karty, ale wpadł jeszcze Nowak i to on zawsze przegrywał. Ha-ha-ha ;)

Po okienku miałem polak, ale znowu pisałem z Kaśką co tam pamieta??? z imprezy i tak ulotnił się cały polak.

Po lekcjach włóczyliśmy się jeszcze po parku i siedzieliśmy w szkole. Złapałem ponownie jakiś kontakt a Agą [myślę, ze ma jakiś problem], będzie Życzeniem w przedstawieniu na dzień ziemi. Powiedziała mi, że ma słabe stopnie, min. z niemca, a ja jej moją historię trójki na świadectwo maturalne, oto jej zarys:

Podanie Michała
W czerwcu 2003 miałem poprawiać stronę bierną i może bym miał truję, a że odkładałem niemiecki na ostatnią chwilę, to zacząłem się uczyć w dzień przed TYM DNIEM. Spojrzałem na zegarek, była 23 powiedziałem sobie: starczy. Zgasiłem światło i poszedłem do kuchni. Wracam i widzę łunę w pokoju. Wyglądam przez okno. Dom sąsiadki się palił. Obudziłem tych co byli u mnie na chacie, zadzwoniłem na straż, przeskoczyłem przez ogrodzenie. Drzwi były zamknięte, wyważyłem je kopnięciem, wyciągnąłem Kozłoską i zacząłem gasić pożar. Na zajutrz było moje nazwisko w gazecie i pokazałem to Bajkowskie [nauczycielka niemnc].

Jak nie drzwiami, to oknem – truja z niemca jest!
Myślę, że mogło to zrobić na niej jakieś wrażenie, a przecież nie wie, że trenowałem kiedyś karate, mam biały pas z niebieską belką w odmianie kiokushin, z w Combat Calaki mam niebieski, ale nie trenuję od czerwca ;( [a trenowałem półtora roku].

..:: to w związku z dzieckowsieci.pl ;p ::..

Czym…

2 komentarzy

… jest moje życie dla mnie, czym ja jestem dla życia?

Te wszystkie plany tu, czas spędzany tu, dzień po dniu wychowany tu.
Wydaje mi się, że wszystko na czym mi zależy, ale tak naprawdę, obraca się przeciwko mnie. Jeśli myślę o czymś, to mi to nie wychodzi, a jak pozoruje, że jest mi to obojętne i odwracam od tego swoją uwagę, to mam wszystko [a przynajmniej zaskakują mnie rozwiązania sytuacji]. Takie mam wrażenie, jednak jedyny racjonalny komentarz pod to brzmi, że to jest zbieg przypadku, nie jest chyba możliwe, aby takie sytuacje były planowane w rzeczywistości i to jeszcze wśród tak blisko ze sobą żyjących osób. Zastanawiam się czy ja we wszystkim mogłem zawinić? Dochodzę do wniosku, że jeśli nie, to na pewno mi się należało… [ten, kto to czyta niech nie myśli, że była popełniona jakaś zbrodnia, sytuacja i tyle, w zasadzie pętla, wszystko się układa, wali, a potem składa. A może jest dobry sposób na utrzymanie wszystkiego razem? Nie jestem pewien, raczej na pewno nie ma] … zasłużyłem [spada u mnie poczucie wartości].

Nie zapomnę o nich, oni na pewno nie zapomną o mnie
Madafak było tyle fajnych chwil [a czasu tak niewiele], a tu jedna akcja zmienia wszystko o 180 stopni i to pewnie ja będę łaził obojętny [ale żeby nie długo].

Dzisiaj miałem polski wcześnie rano, 7:15. Zaczęła mnie pytać, jak bym wiedział, że to robi to bym bardziej się postarał, na pewno, a taka zwykła z ławki.. to co się będziesz koleś starał i zawiodła się [i dała upust swoim emocjom w postaci dwójki], a mogłem to wszystko powiedzieć, ale na litość siódma trzydzieści to ja jeszcze jestem na stacji i nie śpię od 10 minut, więc czego należało się spodziewać. W dodatku moje śniadanie składało się z drażetki gumy Winterfresh i to jeszcze mojej ostatniej , no i odrobiny zimnego powietrza – idealny początek nowego dnia. Potem miałem kartkówkę z mowy zależnej i tym razem się uczyłem [z biernej dostałem ...].

W piątek była wywiadówka, ja nic o niej nikomu nie mówiłem, nie miałem powodów, żeby mówić, ale miałem powody, żeby nie mówić. Nawet całkiem konkretnych: ściemnione oceny z próbnej z maty [dwa, nie trzy], sagan z angola. A co się dzisiaj okazuje? Było tylko czterech rodziców… [o czym to mogłoby świadczyć?].

Dzień ten poza małym spięciem, które zakończyłem głupim wyzwiskiem… [oczywiście nie jest prawdą, jak tak teraz myślę o tym to jest mi źle, miałem powód, żeby to powiedzieć, nawet Psychol stanął po mojej stronie, ale mimo wszystko nie powinienem tego mówić – dlaczego wyrażasz skruchę? Miałeś słuszny powód, mogłeś zostawić wszystko bez żadnej reakcji? NIE – ale dlaczego stało się to prosto w oczy, sam już siebie nie jestem w stanie zrozumieć] … byłby dniem bez lekcji…

..:: ONA JUŻ CZYTAŁA NAJNOWSZĄ NOTKĘ ;p ::..

Klaudi

6 komentarzy

Dobrze, że ten tydzień się wreszcie skończył. Miałem dzisiaj sprawdzian z romantyzmu. Yyy… Kaśka szybko co wiesz o balladzie Romantyczność. Yyy… no wiesz chodzi o ten manifest o wartość uczucia i wiary. Ke? ;) No nie aż taka tragedia ;). Ale na razie spokój.

Nauczycielka o której już pisałem – Klaudi.
Między moimi dwiema matematykami na które mój dobry kompel Przemek (potocznie Kaniak) nie chodzi; kto nie zakumał to chodzi o przerwę. No więc gadamy (jeszcze Dworas i Psychol, czyli Tomek i Michał), tematy przeplatało się miedzy Agnieszką (tą Longgera, czyli mnie) i jej koleżanką, przez nas nazywaną (konkretnie to moja sprawka) – zasuszoną (wredna s…). No i mówię: wiecie co mnie ostatnio śmieszyło: Ciachówna miała ode mnie wziąć jednego szczura (mam ich trzy samice) i powiedziała, że rodzice jej nie pozwolili. Wyobraźcie sobie teraz ja : Mamo, chciałabym mieć zwierzątko, jej mama: Jakie córko?. ;). Koniec przerwy Klaudyna idzie na lekcje, oczywiście do mnie: O jakich szczurach tak rozmawiacie. Ja: Hoduje 3 szczury, samice, gatunek kapturowe, kiedyś miałem jedną (dwie pozostałe to jej dzieci). Myślałem, ze to samiec i przez dwa tygodnie nazywała się Marian. Kiedyś stały przy schodach, teraz na werandzie. Bla, bla. Kiedy już odchodziła (tzn. była trochę niżej, bo schodziła po schodach; w mojej szkole jest ich miliony) powiedziałem za Nią: Mogłaby Pani się popytać po klasach, czy ktoś by nie chciał jakiegoś. Uśmiechnęła się i czekało ją tylko trochę… schodów. A co do tej nauczycielki to mam w poniedziałek na 715 i odrabiamy zaległy polak.

Jazda
Miałem dzisiaj jazdę, chyba 10. Znam już wszystkie manewry, raczej słupków nie przewracam, ale chyba dzisiaj się trochę na mnie zdenerwował (tak zdenerwował, bo na pewno nie wkur..), bo miałem jeździć po łuku, a On sobie poszedł i nie wiedziałem gdzie. Więc zostałem sam ;). Myślę sobie: potrenuje manewry, no i to zrobiłem. Dlatego miał pewnie nietęgą minę, bo powiedział kiedyś, że jazda po łuku jest najtrudniejsza, a po drugie jest w każdym zestawie do losowania, ale jest tak nudny… zresztą dla mnie jest to łatwy manewr, wykonuje go szybko i sprawnie w obie strony.

Mata…
… ale ja na niej świeuje…
robię co drugie zadanie i jeszcze mówię slangiem hh do nauczycielki, a dzisiaj pod tablicą: Myli mnie tu Pani. Ona: Nic już nic mówię. No i szło mi ok.. Yyy.. no nie wiem, ale liczę. Piszę, no bo trzeba coś z tym tangensem beta zrobić. Dzwonek. [opisana wyżej przerwa] . Wpadam, Ona pod tablicą (rozwiązuje moje zaedanie, bo ja się spoźnmiłem przez Klaudi), już wiem, bo ja wziąłem, ze delta jest większa od zera i dobrze, ale muszę przyrównać ją jeszcze do zera i w przedziałach to rozwiązać. Dwudziesty szósty (to taki gryps z moim numerem w dzienniku, a i tak nigdy mi nic nie postawiła ;)).


..:: Pamiętacie ta imprezę w internacie, jeszcze ta moja fota się zapodziała na kompie marka, ja zmulony na maxa ;] ::..

Czystopis

6 komentarzy

Czy jednostka może znaleźć sens istnienia nawet w izolacji? A może poczucie sensu życia wynika przede wszystkim z funkcjonowania w zbiorowości?
Samodzielnie człowiek, jako istota biologiczna, nie jest zdolny do obrony przed zagrożeniami świata. Nie stawiłby nigdy czoła przyrodzie, otoczeniu. Nigdy by też tej walki nie wygrał. Tylko w zbiorowości człowiek ma szanse przetrwania w bezwzględnej rzeczywistości. Dzięki badaniom archeologów wiadomo, że od zawsze istniały zhierarchizowane plemiona. W antycznym świecie powstawały: polis – państwa miasta. Każda jednostka pełni w nim określone zadanie. Sama też odczuwa przynależność do grupy, utożsamia się z nią. Stara się o jak najlepszy jej rozwój. Dba o pozostałych, bo oni dbają o nią, jest lojalna wobec pozostałych, nierzadko skłonna poświęcić życie dla wyższego dobra.
W grupie każdy ma swoje zadania, zobowiązania. To staje się celem życia, motorem działania. Tak zorganizowane społeczeństwo ma pełną funkcjonalność i niezawodność, gdyż każdy skupia się na zakresie swoich obowiązków, a w razie potrzeby korzysta z pomocy innych. Samodzielna jednostka nie byłaby w stanie tak zorganizować wszystkiego, by być samowystarczalna, szczególnie w chaosie współczesnego świata.
Od zawsze poczucie sensu życia wynikało z funkcjonowania w zbiorowości.

Powyższy fragment to wstęp mojego wypracowania z matury próbnej.
{skomentuj}

Postanowiłem, że od maja ostro biorę się za naukę. Maj jest od dziś!!


  • RSS